Magia świąt i lotosowy poród na wyspie

To był mój pierwszy poród, moje pierwsze dziecko. Wyliczona data przypadała na Boże Narodzenie co od samego początku dawało nam poczucie snującej się wokół magii i wyjątkowej atmosfery. O tym że jesteśmy w ciąży dowiedzieliśmy się w trakcie podróży po Islandii. Mimo braku stałego miejsca zamieszkania czuliśmy się w pełni gotowi na to żeby zostać rodzicami. Od razu wiedzieliśmy, że chcemy aby poród był lotosowy (placenta zostaje z dzieckiem dopóki pępowina sama nie odpadnie) mimo iż wtedy za dużo na ten temat jeszcze nie wiedzieliśmy. Marzyliśmy o porodzie w domowych warunkach, najchętniej w wodzie. Nie byliśmy do końca pewni, w którym kraju miałby się ten poród wydarzyć. Po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw zdecydowaliśmy się zostać dłużej na wyspie.

Czytaj więcej...

Nie bój się tego, Karola

Jestem 26-letnia mamą 3-tygodniowej Hani. Zawsze chciałam być mamą. Czułam, że sens mojego żywota kryje się właśnie gdzieś tutaj.


Od momentu gdy dowiedziałam się o ciąży (wyczekanej, wymarzonej, wystaranej) tylko się w tym przekonaniu utwierdzałam. Ciążę przeszłam super. Pomimo bezmlecznej diety, która na czas i za sprawą ciąży dołączyła do bezglutenowej (jak nietrudno sie domyśleć wieele dobrych rzeczy do jedzenia mi odpadlo) byłabym w stanie (i mam nadzieję, że jeszcze będzie mi to dane) zrobić to jeszcze raz.

Czytaj więcej...

Paulina i Olga

 lat temu na Świecie pojawiła się moja córka, a ja narodziłam się jako mama. Te chwile całkowicie odmieniły moje życie...

Niedługo po tym kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, w mojej głowie pojawiła się jedna myśl: CIĄŻĄ=PORÓD, a jak PORÓD, to cesarka. Wtedy byłam jeszcze młodą dziewczyną mającą w głowie obrazy z dokumentu "Pierwszy krzyk", czy jakoś tak, który oglądałam w dzieciństwie. Przez pewien czas żyłam z myślą o cesarce (ze wskazań medycznych rzecz jasna), nie wyobrażając sobie innej możliwości. Na szczęście ta myśl pojawiła się równie szybko jak zniknęła, co było w pewnej mierze związane z bombardującymi mnie z każdej strony traumatycznymi historiami dotyczącymi porodu, lub wręcz przeciwnie samymi idealnymi porodami. Dzięki temu na kilka tygodni w ogóle wyparłam myślenie o porodzie, ze strachu, a może w związku z innymi zawirowaniami życiowymi. Któregoś dnia, bliżej półmetku ciąży trafiłam na stronę Fundacji Rodzić po Ludzku. Czytałam, czytałam, czytałam... I chłonęłam wszystko jak gąbka. Kiedy wspomniałam mojemu lekarzowi, o tych "rewelacjach" przeczytanych na FRpL, to zbył mnie głupim komentarzem. Wtedy straciłam do niego zaufanie. I tym samym już wiedziałam... Nie będę rodzić w lokalnym szpitalu, choćby nie wiem co się działo.

Czytaj więcej...

Wiosenna opowieść porodowa

Początek sierpnia, wracam z dwuletnią córką z wakacji w Polsce do naszego mieszkania we Frankfurcie nad Menem. Wyposażona, wśród innych "zakupów z Polski" (wiecie, ulubiony szampon itp.) w dwa testy ciążowe. Których bardzo boję się użyć... Przecież wciąż karmię piersią, cykle mogą być rozregulowane, próbuję uspokajać samą siebie. Po dwóch dniach udaje mi się zmusić się do nasikania na test. Przecież każda wiedza jest lepsza od niewiedzy. No i są. Dwie, wtedy CHOLERNE, kreski... Łamiącym się głosem wołam męża. Napady płaczu z cyku "nie tak miało być, co ja zrobię, dlaczego, nie dam rady, aaaa" będą mi towarzyszyć przez następne miesiące, na szczęście z coraz mniejszą częstotliwością, coraz częściej przeplatane może nie euforią, ale spokojną radością, ciekawością, oczekiwaniem.

Czytaj więcej...

Urodzić siebie

1. Pierwszy poród.
Urodziłam siłami natury. O czasie. Dziecko otrzymało 10 punktów" - takie informacje przekazuję pytana w wywiadzie lekarskim i brzmi to naprawdę dobrze. Mogę jeszcze dodać że był to poród rodzinny bo pozwolono by mąż był przy mnie.

Czytaj więcej...

Informacje zawarte na tej stronie nie mają charakteru medycznego.

Jeśli masz jakieś wątpliwości związane ze swoją ciążą lub porodem, skontaktuj się ze swoim lekarzem lub położną.