You certainly have my blessing in starting your own blog/FB page :)

Take care, January Mrs BWF (założycielka birthwithoutfearblog.com)

Przyjście Pana I.

Przez dłuższy czas będąc w ciąży w ogóle nie zastanawiałam się jak to będzie, kiedy zacznę rodzić, kiedy nadejdzie wielki moment. Kilka dni przed porodem dopiero spakowałam torbę i do dziś mam wrażenie, że to właśnie spakowanie owej torby przyspieszyło poród :-)

Przy ostatniej wizycie kontrolnej zauważyłam, że lekarz zaczął tłumaczyć drogi do szpitali mojemu Szanownemu :-) jednak na moje pytanie czy to już odpowiedź brzmiała: ?Nie, spokojnie. Na pewno przed 5 stycznia nie wyjdzie? ? a jednak Synek postanowił pokazać, że ma w nosie terminy itd. i postanowił przywitać Świat 29 grudnia 2011 roku.

Czytałam w gazetach, że jak poczuje bóle to spokojnie mogę zrobić sobie herbatę, zjeść kanapkę, wziąć kąpiel. Myślałam NIEMOŻLIWE, SZALONE, przecież to pewnie tak boli, że o tym się nie myśli? a jednak :-)

Około godziny 22:30, położyliśmy się spać, pamiętam jak dziś, że leciał film na TVP 2 ze Stalone :-) kiedy w pewnym momencie poczułam delikatny skurcz. Zaśmiałam się i powiedziałam do Szanownego, że ?Grubcio już chyba chce wyjść?. Całkiem nieświadomie to powiedziałam. Wydawało mi się, że jeszcze mamy czas :-) Chwilę po godzinie 23 siedziałam już w kuchni na bujanym fotelu i wpatrywałam się w jedyny zegarek ze wskazówkami w całym domu i obliczałam czy skurcze są regularne czy nie. W międzyczasie zrobiłam sobie kanapkę! (przypomnę, że wydawało mi się niemożliwe przy bólach :-)). Kiedy skurcze się nasilały i nie mogłam już siedzieć, postanowiłam że oprę się o szafkę w kuchni i będę kręciła biodrami! POMOGŁO! Taki mały aerobic w kuchni porą nocną :-) Najgorsze były dla mnie właśnie te skurcze, ponieważ szły one od pasa w dół, a nie w górę, czyli np. w stronę krzyża!

Skurcze ucichły, więc postanowiłam, że się położę ? przecież w gazetach pisali, że mogą być tez bóle przepowiadające. Jednak Maluszek ani myślał zaprzestać :-) Jak już rozpoczął drogę do wyjścia na świat to ma się dziś skończyć! Charakterek od razu pokazywał :-)

Najlepszą pozycją było dla mnie właśnie kołysanie biodrami i przesuwanie ciężaru ciała, raz na jedną stronę, raz na druga stronę ciała. I tak się kołysałam, tańczyłam, rozmawiałam z Brzuchem aż postanowiłam, że się wykąpię. Nalałam sobie caluśką wannę wody i leżałam. Ale było fantastycznie, zero bólu, czysty relaks. Trzeba było wyjść. Aby nie budzić domowników, chciałam się położyć w innym pokoju, jednak żadna pozycja nie była dogodna, więc wróciłam na fotel bujany do kuchni :-) Wiedziałam, że to już nie przelewki, ale nie chciałam jechać od razu do szpitala? Około 1 w nocy obudziłam moją mamę mówiąc ? Mamo, chyba się zaczęło?. Mama wybudzona, w ogóle nie zorientowała się, o czym mówię, jednak szybko doszła do siebie i powiedziała, że jedziemy do szpitala. Odmówiłam. Powiedziałam, że idę wziąć jeszcze prysznic, jak nie przejdzie to wtedy pomyślę :-) Podczas prysznicu mówiłam do Brzucha, że jak zamierza wyjść, niechaj to już będzie dziś, bo boli dosyć mocno :-) Po prysznicu znowu troszkę potańczyłam i pokołysałam się na boki i postanowiłam iść siku? nie mogłam usiąść już na deskę, kiedy zobaczyłam plamki krwi na papierze stwierdziłam, że to już czas obudzić Szanownego aby zawiózł mnie do szpitala.

Pierwsze pytanie po obudzeniu Szanownego brzmiały ?A wody Ci odeszły?? W tym miejscu od razu chciałam zaznaczyć, że wiele osób żyje w błędzie myśląc, że wody zawsze muszą odejść.

Szanowny ubrał się i mnie i pojechaliśmy. Moja Mama chciała jechać z nami, jednak wolałam, aby nie jechała. Gdyby była przy mnie i widziałabym Jej nerwy i strach, rozłożyłabym się i rozczuliła, a tak wiedziałam, że sama sobie z tym muszę poradzić. Musze dodać, że nie jestem osobą wyprutą z uczuć :-) Jednak zdecydowanie lepiej mi się funkcjonuje w stresujących sytuacjach i trudnych dla mnie, kiedy nie widzę jak się ludzie nade mną rozczulają i pocieszają.

Mój Szanowny się obawiał, jak ja zejdę z czwartego piętra do samochodu. Z tym poradziłam sobie znakomicie. Problem pojawił się w momencie wsiadania do auta. Nie wsiąść jak zazwyczaj, więc w pozycji bliżej nieokreślonej jakoś się udało. Po drodze prężyłam się kilka razy z powodu skurczy.

Pojawiliśmy się na izbie przyjęć. Pani przyjmująca zadzwoniła gdzieś z informacją, że ?Pierworódka z ostrymi bólami? i od razu kazała mi się przebrać w piżamę i usiąść na wózku. Jak usiąść? ? pomyślałam. Powiedziałam do Pani pielęgniarki, że ja chętnie się przejdę. Nie pozwoliła :-) Usiadłam jakoś i pojechaliśmy. Szanowny wciąż był ze mną. Jestem z Niego szalenie dumna, że wytrzymał to wszystko i Kocham Go jeszcze mocniej niż dotąd :-) W gabinecie ginekologicznym, oczywiście wywiad ? czy była ostatnio wizyta u kosmetyczki, czy farbowanie włosów, ile wizyt w czasie ciąży lekarza, czy palę papierosy itp. itd. W końcu doszło do badania ? pani ginekolożka :-) kazała mi się wdrapać na fotel ?samolot?, z trudem to zrobiłam, ponieważ i Ona nie chciała słuchać, że nie dam rady. Weszłam i tylko lekko rozchyliłam nogi po czym usłyszałam ?Nooo moja droga, schodzimy i jedziemy na porodówkę, bo już jest blisko?. Wtedy się okazało, że miałam już 9 cm rozwarcia! Także jak ja to mówię ?Maluszek już prawie był z nami? :-)

Na porodówce byłam jedyną rodzącą ? plus szpitali w mniejszych miejscowościach. Pani położna bardzo konkretna, jednak nie chciała iść na kompromisy ze mną :-) Bardzo nie chciałam leżeć. Miałam podłączone KTG. Rozumiem, że to badanie jest ważne, ale jak miałam mocne bóle i kazano mi się nie ruszać, to było dla mnie najgorsze w całym porodzie. Naprawdę. Mówiłam, prosiłam, że chcę chodzić. Że będę robiła wszystko, co chcą, tylko niechaj mi pozwolą chodzić. NIE! Także leżałam i czekałam, co dalej? Dalej to już było jak na filmach? nogi do góry i przeć? przeć? w między czasie jakieś pytania do ankiety, którą wypełniała pani położna. Pytań było mnóstwo a ja zapamiętałam tylko jedno - ?Kogo powiadomić w razie śmierci??. Każdy sprzęt, jaki brały pielęgniarki czy tez położna, prosiłam, aby mi mówiły, co to jest i po co. I ciągle wspominałam, że nie chcę być nacięta. Nie chcę i już. I zostałam.

W pewnym momencie zapytałam położnej czy długo jeszcze i czy widzi już główkę Synka? Kiedy usłyszałam, że teraz ode mnie zależy jak długo potrwa to wszystko, zawzięłam się, Szanowny wziął mnie za rękę i parłam ile sił. I nagle, że się tak wyrażę, coś chlustało :-) Była 5:05 i miałam już Synka w ramionach. Szanowny ze łzami w oczach powiedział ?mamy Synka, zobacz On mieszkał w Twoim brzuszku?. Wszystko to trwało kilka godzin. Od pierwszego skurczu do widoku Maleństwa :-) Strasznie ciepło mi się robi na same wspomnienie i dziękuje, że jest taka strona, że mogę to wszystko napisać. Że mogę się podzielić swoim doświadczeniem.

Kiedy po kilku godzinach przywieziono mi Synka nie mogłam przestać na Niego patrzeć, oglądać, podziwiać. Jest to dla mnie CUD.

Mimo naciętego krocza, szybciutko wróciłam do formy :-) Musiałam, mój piesio się na mnie obraził, że teraz mam kogoś innego na rękach, więc wynagradzałam spacerami długimi psiakowi to wszystko :-)

Naprawdę, mimo tego, że urodziłam siłami natury, w obecności mojego Szanownego, wciąż jest to dla mnie niesłychanie dziwne :-) Niepojęte :-) w jaki sposób człowieczek mały przychodzi na świat. Ile radości zagościło od tego momentu w Naszym życiu!!!

Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuje, że mogłam się wypisać :-)

Olga B.

Komentarze  

 
+1 # Malaika 2013-04-08 15:58
Cieszę się, że tak wspaniale wspominasz poród, jednak z tego co piszesz wnioskować mozna, że obsługa medyczna raczej mało elastyczna w stosunku do Twoich potrzeb ;)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Informacje zawarte na tej stronie nie mają charakteru medycznego.

Jeśli masz jakieś wątpliwości związane ze swoją ciążą lub porodem, skontaktuj się ze swoim lekarzem lub położną.