You certainly have my blessing in starting your own blog/FB page :)

Take care, January Mrs BWF (założycielka birthwithoutfearblog.com)

Nie ma tego złego

Moja ciąża, oprócz wielkiego brzucha nie była uciążliwa. Nie odczuwałam typowych skurczy przepowiadających.. co nieraz mnie martwiło.
Kiedy dobiłam do 37tc lekarz na badaniu stwierdził 2cm rozwarcia i przygotowywanie się szyjki do porodu. Niezwykle mnie to ucieszyło. W końcu coś zaczyna się dziać. Lekarz pożegnał mnie pogodnie informując że niebawem spotkamy się na porodówce.

Lecz dni mijały, nic się nie działo. Na dworze panował wielki ukrop a ja się modliłam by wreszcie urodzić. Rozzłaszczały mnie informacje dotyczące moich forumowych koleżanek, które rodziły przede mną a miały termin kilkanaście dni po mnie.

Ostatnia wizyta lekarska odbyła się w równo 40tc, dnia 26.06.2012. Lekarz zdziwiony że nadal chodzę z brzuchem, potwierdził te same rozwarcie co wcześniej, odmianą była bardziej gładka szyjka. Dostałam polecenie udania się do szpitala dnia 4.07. jeżeli nic się nie ruszy... Czekałam... nic się nie działo...

Tak więc dnia 4.07. pojechałam na oddział do miasta oddalonego 25km od mojego domu. Byłam zła. W 34tc byłam w szpitalu z powodu spinającego się brzucha, biegunki i podejrzenia sączenia się wód ? nie wspominam tego pobytu zbyt dobrze.

Kiedy weszłam na sale na której miałam leżeć, byłam miło zaskoczona. Fajne łóżka, koleżanka ze szkoły na tej samej sali. Było miło. Nie miałam wielkich nadziei że coś się ruszy.. na dzień dobry zostałam poinformowana że najpierw będzie obserwacja... miałam wizję leżenia tydzień na sali w upale. Ale byłam pewna że ze szpitala nie wyjdę już sama.

Od razu po przebraniu badanie KTG. Skurcze ? jeżeli można to nazwać skurczami ? wahały się między 15-30%. Po kilku minutach tętno zaczęło powoli spadać aż spadło do 60. Przybiegła położna, zaczęła bujać mi brzuchem... tętno wróciło do normy. Leżałam jeszcze 1,5h pod aparatem. W międzyczasie położna pobrała mi krew robiąc wielkiego siniaka na ręce.

Po zakończeniu KTG zostałam poproszona o badanie na fotelu a potem USG. Na badaniu ręcznym lekarz stwierdził 3 cm rozwarcia i zgładzoną szyjkę. Powiedział że założył by mi balonik lecz raczej nie ma sensu. Lepiej poczekać aż samo się rozkręci. Oczywiście myśli że na pewno nic się nie rozkręci ? jak by miało coś być to by było już dawno.

Następnie USG. Wszystko w porządku, przepływy ok, dziecko 3700g.

Wróciłam na sale, położyłam się i oglądałam tv.. wieczorem KTG tętno znowu spadło do 60. Położna zaś bujała mi brzuchem. Byłam wściekła bo nie wiedziałam co się dzieje a ona mi majstruje przy brzuchu. Tętno wróciło do normy, zawołała ordynatora by zadecydował co z tym zrobić.

Ordynator stwierdził że rano po KTG zrobi mi test na OCT 5. I jak zaznaczył ?nie na wywołanie porodu, a sprawdzenie tętna dziecka przy skurczach?. Tak więc nie brałam nic do głowy. Rano o 6 KTG. Tętno ok.

Po badaniu poszłam ogarnąć się do WC. Miałam całą bieliznę we krwi. Trochę się przeraziłam bo w ciąży nie miałam żadnych plamień. Poszłam do dyżurki i poinformowałam położne o tym. Za chwilę zostałam zbadana i stwierdzono to jako czop śluzowy ? od 36tc czop zaczął mi wypadać, tyle że był przeźroczysty. Jak widać to nie było wszystko.

Tak więc ok. 7,30 wylądowałam na porodówce i podłączyli mi kroplówkę. Leżałam spokojnie. Strasznie się nudziłam. Ok. 8 godziny zaczęły się skurcze. W zasadzie skurczy nigdy nie miałam ale można było się domyślić że to to. Nie były bardzo bolesne. Bardziej dokuczliwe. Zwłaszcza kiedy musiałam leżeć na łóżku podłączona do KTG. Było co 2-3 minuty. Tętno małej zaczęło skakać między 230-60. Myślałam że powyrywam te wszystkie kable bo nikogo przy mnie nie było. Na szczęście po chwili się uspokoiło. Ok. 8,30 ból był tak dokuczliwy że poprosiłam o odpięcie kroplówki. Za zgodą ordynatora położna odpięła mnie.

Poszłam od razu pod prysznic. Miałam nadzieję że ból zelżeje i będzie ok. Pod prysznicem siedziałam do 10:10. I rzeczywiście ból zelżał. Przechodząc obok dyżurki położna zapytała jeszcze czy już nie boli. Odpowiedziałam że już nie.

Poszłam do sali, usiadłam na łóżku, wyciągnęłam bułkę i zaczęłam jeść. Nagle znowu złapał mnie skurcz, po dwóch minutach znowu.. i znowu. Nie czekałam długo. Poszłam do położnych. W odpowiedzi na moją informacje że mam skurcze usłyszałam ?A przed chwilą panią nie bolało? Odpowiedziałam ?ale już boli?. Pani zaprowadziła mnie na porodówkę do badania. Była 10:30. Położna ledwo wyczuła rozwarcie i nagle odeszły wody. Mówi - ?6cm ? rodzi pani?

Spojrzałam na nią tylko i zaczęłam płakać. Pyta się co się stało.. Nic, nic się nie stało... tyle na to czekałam a teraz nie mogę uwierzyć że to już...

Zostałam zostawiona na porodówce, przebrana w koszulę szpitalną. Chodziłam jęczałam. Ból po odejściu wód był o wiele większy. Napisałam do męża że rodzę. Był już w drodze.

Ok. godziny 11:20 prosiłam o znieczulenie. Usłyszałam tylko ?kobieto ty rodzisz, to będzie tak boleć? . Wolałam wyjść bo szlag by mnie trafił na te położne. Teraz z perspektywy czasu myślę że nie chciałam znieczulenia bo bolało, a dlatego że wkurzały mnie te regularne skurcze. Były strasznie upierdliwe. No ale znieczulenia oczywiście nie dostałam.

Od razu zostałam położona na łóżko do badania ? 8cm. Już nie pozwolono mi wstać. Po chwili zaczęły się skurcze parte. Mój mąż został wpuszczony na porodówkę, wspierał mnie słowami , a czynami? Wachlował mi kiedy na dworze było 30st :)

Przeć nie mogłam jeszcze za wcześnie. Krzyczałam że boli, że już nie chcę. Nie wiedziałam ile to będzie trwać. Nagle położne szybko rozłożyły łóżko kazały przeć. Parłam ok 4-5 razy i wyszła nasza malutka. Była taka dziwna, śliska, ale pięknie pachniała i była taka cieplutka. Krzyczała bardzo, zresztą reszta pobytu w szpitalu była pod znakiem ciągłego krzyku :D

Małą zabrali do badania. Dostała 9pkt z powodu sinej skórki.

Ważyła 3270g, 53cm. Iga Helena urodzona 5.07.2012.

Po wyjściu małej urodziłam łożysko, zostały mi założone w środku 2 szwy z powodu pęknięcia, rozpuszczalne, szybko wypadły. Nie byłam nacinana.

Jednak największe zaskoczenie po porodzie to brzuch, zaskoczenie niekoniecznie pozytywne :D

0Zdjcie0447
1Zdjcie0464

2999

nadalka 

Komentarze  

 
0 # Kasia 2013-10-16 16:00
a ja za to miałam strasznie ciężką i problemową ciąże - poród bezbolesny, w niecałe 10 minut był cudownym wynagrodzeniem 9-miesięcznych trudów... :)

w każdym razie nie mogę się wypowiadać w temacie, bo dalej nie wiem co to znaczy bóle porodowe, długi poród czy błaganie o znieczulenie :)))
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Informacje zawarte na tej stronie nie mają charakteru medycznego.

Jeśli masz jakieś wątpliwości związane ze swoją ciążą lub porodem, skontaktuj się ze swoim lekarzem lub położną.