You certainly have my blessing in starting your own blog/FB page :)

Take care, January Mrs BWF (założycielka birthwithoutfearblog.com)

Mój 3. poród... wspomnień czar... 3.04.2013r

...Tego dnia nie czułam się jakoś szczególnie, nie przypuściłabym nawet, że pojadę rodzić... pewnie położyłabym się też o 21, jak co dnia, gdyby nie kilka telefonów od koleżanek z pytaniem: ''kiedy?''.


No i tak wisząc na telefonie zeszło mi do 23, po czym się położyłam... i poczułam, że mi jakoś wilgotno się zrobiło między nóżkami... wstaję a tam ''chlust!!'. Mówię do męża, że to wody mi odeszły i czas się zbierać... zero bóli... nic... Usiadłam na kibelku, trzęsę się jak galareta, jakoś nie mogłam się zebrać, żeby się ubrać... chyba adrenalina wzięła górę... dopakowałam co trzeba i ruszyliśmy. Mamy 10 min. drogi do szpitala. Przyjęto nas i mieliśmy poczekać na pana doktora. Rutynowe badanie, rozwarcie na 1 palec tylko, usg, dzidzia wysoko, windą na porodówkę... podłączyli mi ktg i leżymy... w końcu poczułam po godzinie jakieś bóle, mierzę czas - są co 4 min. Bada mnie położna, nic nie wnoszą do akcji, bo szyjka twarda... no dobra-leżymy dalej. Położna mówi do męża, że ma jechać do domku bo do 6 na pewno nic nie ruszy, a ja mam spróbować odpocząć przed porodem... Nie chciałam go puścić, ale stwierdziliśmy, że tak będzie lepiej. Pojechał do domku.

Po 1. drzemałam sobie na ile to się dało, bo skurcze co 4 minuty, ale znośne. Miś wrócił koło 6. Kolejne badanie przez położną i mówi, że najprawdopodobniej po obchodzie dadzą mi kroplówkę bo nic się nie rusza... Oczekiwanie na obchód i decyzja,że podłączają mi ''przyspieszacza''. No i wtedy zaczęła się jazda... Nie wiem co mi tam dali, ale akcja ruszyła w ciągu 15 minut!!! Dali mi ją coś po 8... Pani powiedziała mi jak oddychać i starałam się jak mogłam i muszę przyznać, że właściwy oddech daję ulgę i zmniejsza ból... Mąż cały czas trzymał mnie za rękę i jak przychodził skurcz, ściskałam go mocno... Przypominał mi o oddychaniu...i najważniejsze, że był, mimo że widział tylko grymas mojej z bólu wygiętej twarzy... Koło 10 zachciało mi się do toalety... wstałam i poszłam, jak wróciłam trafiłam akurat na skurcz i już nie położyłam się, oparłam się dłońmi o męża i poczułam tak ogromne parcie że zdążyłam tylko krzyknąć, że to już i w biegu położyć się na łóżko...

Mąż zawołał położne i usłyszałam tylko, że będziemy rodzić... Ja w tej panice i bólu zapomniałam już o oddychaniu i wszystkim, pogubiłam się co nosem, co ustami i kiedy jak...parłam, parłam i nic...nie pomagałam robiąc po swojemu, to fakt... Słyszałam tylko Pawła głos przy uchu, że jeszcze troszkę... Mobilizacja pełna...że już chcę mieć to z głowy i zobaczyć dziecko...poczułam tylko ogromne ''chlust!!!'' po raz kolejny i...ulgę... Milanek był już z nami. 10:10 - 3 KWIETNIA....pierwszy krzyk, pierwszy płacz...dziecko na brzuch i odcięcie pępowiny... łzy szczęścia ... Nawet jak teraz jak to piszę, kręcą mi się w oku łezki, bo cud narodzin to niepowtarzalny akt... Moment, człowiek zapomina o bólu i wysiłku... patrzysz z zachwytem na małą kruszynkę...dotykasz, całujesz, głaszczesz... zakochujesz się bezgranicznie... Milanek - owoc ogromnej miłości, cząstka mnie i misia...WITAJ SKARBIE NA ŚWIECIE!!!  

DSCF0898
Daria

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Informacje zawarte na tej stronie nie mają charakteru medycznego.

Jeśli masz jakieś wątpliwości związane ze swoją ciążą lub porodem, skontaktuj się ze swoim lekarzem lub położną.