You certainly have my blessing in starting your own blog/FB page :)

Take care, January Mrs BWF (założycielka birthwithoutfearblog.com)

Narodziny Myszaka

Mój Myszak przyszedł na świat w piękną, kwietniową noc 2011 roku na południu Francji. Od siódmego miesiąca uczęszczałam na świetną szkołę rodzenia, na której zrozumiałam, że ja sama mam duży wpływ na to, jak będzie wyglądał i jak przeżyję mój poród. Dzięki temu przygotowaniu myślałam o porodzie pozytywnie i bez lęku.

We Francji 80% kobiet rodzi z refundowanym zzo. Ja jednak zaczęłam skrycie marzyć o porodzie jak najbardziej naturalnym, chociaż świadomość, że w każdej chwili mogę prosić o zzo, dodawała mi poczucie bezpieczeństwa.

Pierwsze lekkie skurcze zaczęły się około piątej nad ranem z nieznacznym odpływem wód płodowych. W miarę rozwoju akcji, zaczęłam powoli szykować się do szpitala kołysząc sobie bioderkami w czasie lekkich, jak na razie, skurczów. Towarzyszył mi przy tym dreszczyk emocji, jakbym się przygotowywała do wyjazdu na egzotyczne wakacje!

Kiedy dotarliśmy z mężem na porodówkę, położna podłączyła mnie do ktg, żeby zobaczyć, co i jak. Po krótkiej obserwacji stwierdziła, że jak chcemy rodzić naturalnie to możemy iść do pokoju, bo na salę porodową było jeszcze za wcześnie. Pierwsze dwie godziny spędziliśmy w pokoju z inną kobietą będącą już trzy dni po porodzie. Potem okazało się, że zwolnił się nasz zamówiony pokój indywidualny i mogliśmy się do niego "wprowadzić". Byłam bardzo szczęśliwa, bo dostanie się do pokoju indywidualnego było warunkiem, aby tata mógł zostać przy nas na noc po porodzie! Jak już się ulokowaliśmy wygodnie w naszym pokoiku, skurcze zaczęły szybko przybierać na sile... Nadszedł czas na testowanie wszelkich znanych mi pozycji porodowych w poszukiwaniu tej, która przyniosłaby mi ulgę. Najbardziej upodobałam sobie przyklęk z oparciem o piłkę. Czas leciał coraz szybciej. W końcu pod wpływem już bardzo konkretnych skurczy podjęłam nagłą decyzję : idziemy na salę porodową! Łatwo jednak było powiedzieć, trudniej zrealizować... Szliśmy sobie z mężem labiryntem korytarza szpitalnego przystając na każdy skurcz, a że skurcze były już bardzo częste i intensywne to staliśmy chyba więcej niż szliśmy!

Ta przeprawa na tyle dała mi się w kość (a raczej w mięsień), że jak doszliśmy do celu, to już zaczęłam myśleć o zzo. Miałam już wtedy 7 cm rozwarcia więc trochę się biłam z myślami czy warto. Przy kolejnym skurczu jednak się zdecydowałam, zaznaczając, że proszę o skromną dawkę tak, aby coś jeszcze czuć. Jak zzo zaczęło działać, to mogłam sobie trochę odpocząć na boczku (po zzo pozycja leżąca była niestety konieczna), a skurcze były odczuwalne jak te poranne, czyli zupełnie na luziku. Przeleżałam sobie jeszcze cztery godziny zanim znów zaczęło się dziać... Mój Myszaczek ukazał czubek swojej główki i mogłam po raz pierwszy w życiu pogłaskać go włosach! Tej chwili i tego wzruszenia nie zapomnę nigdy! Nie długo potem było już parcie: ogromny wysiłek, fale gorąca... Mąż na przemian wachlował i psikał mi twarz wodą w spreju dopingując mnie przy tym jak tylko potrafił. W ogóle obecność mojego męża w czasie porodu była nieoceniona. Nawet sobie nie wyobrażam jak mogłabym rodzić bez niego! 19 godzin porodu zleciało nam jak chwila, jakbyśmy byli poza czasem...

Około północy Myszak wylądował nareszcie na moim brzuchu! Pamiętam jak leżał sobie spokojnie otwierając szeroko zdziwione, granatowe oczy. Później mąż dumnie przeciął pępowinę, a potem wziął Myszaka na ręce i poszedł z położną, aby go ubrać. Po porodzie łożyska położna założyła mi szwy. Dzięki właściwemu przygotowaniu, udało mi się uniknąć nacinania krocza i miałam tylko nieznaczne pęknięcie, które szybko się zagoiło. Pierwszą noc po porodzie spędziliśmy razem we trójkę w szpitalnym pokoiku, z Myszakiem wtulonym w moje ramiona. To była niezwykła noc; noc podwójnych urodzin: Myszaka i jego matki...



Natalia Martiny 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Informacje zawarte na tej stronie nie mają charakteru medycznego.

Jeśli masz jakieś wątpliwości związane ze swoją ciążą lub porodem, skontaktuj się ze swoim lekarzem lub położną.