You certainly have my blessing in starting your own blog/FB page :)

Take care, January Mrs BWF (założycielka birthwithoutfearblog.com)

Dwa lata temu... Czyli długo wyczekane rozwiązanie

Czy w czterdziestym drugim tygodniu można mieć w drugiej ciąży zero objawów porodu? Potwierdzam. Jesteśmy z Syniem tego żywym przykładem i dowodem.
Córka trzymała się w brzuchu uparcie, ale poddała się wobec nachalności lekarzy. Młody wykazał się jeszcze większą siłą woli, charakteru i determinacją... W zapisie KTG - flauta.


Coś mnie dzień wcześniej tknęło i zaprzestałam konsumpcji. Rano objawił się w sali Grzebolog i swoim gromkim głosem (pasującym do niedźwiedziej postury) zaprosił na wizytę.

G: - Zaraz mam operację. Ale po obchodzie chcę Cię widzieć u mnie w gabinecie.
Ja: - Myślisz, że będę Go nosić do osiemnastki?
G: - Jest to jakaś koncepcja. Sugeruję jednak radykalne powiedzenie Mu: dość!
Ja: - Czyli?
G: - Pogadamy później. - i tyle go widziałam. Pozostał tylko szelest fartucha i przyjemny męski zapach.
W porze śniadania też odmówiłam spożycia. Może myślałam, że marsz głodnych kiszek przegoni Synia?

Oczywiście, nastąpił także stały i ulubiony (żartowałam!) przez wszystkie ciężarówki „na wypęku” punkt programu: telefony z gatunku „no, i?”. Sto razy odpowiedziałam do aparatu, że lipa. Zapewniłam o tym także całą rodzinę, po czym udałam się pod wskazany pokój z moim ulubionym ciążowym aparatem – USG. Kolejka jak zwykle. Zniecierpliwienie i oczekiwanie.
Poprosił mnie w końcu. W środku był też Profesor.
Wymaziali moje napęczniałe brzuszysko. Posmyrali głowicą…
P: - Zdaje się, że duży jest.
G: - Z pewnością ma długie nogi.
P: - I chyba sam się wcale na to zimno nie wybiera. – skomentował przy okazji pogodę za oknem.
Rozmawiali, jakby mnie tam wcale nie było.
G (zwracając się do mnie): - To co robimy?
Ja: - Chyba nie jestem właściwym adresatem tego pytania. Ty mi powiedz, co byś zrobił, gdyby leżała tu Twoja Córka pełna Małego Człowieka?
G: - Ciąłbym! – rzucił bez zastanowienia.
Ja: - Czyli zapadła decyzja.
G: - To wracaj na oddział.
Poszłam, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, że za chwil kilka…

W korytarzu spotkałam wściekłą blond pielęgniarkę.
B: - Dlaczego nie powiedziała Pani, że będzie mieć cięcie???
Ja: - Może dlatego, że nie wiedziałam?
B: - I jeszcze pewnie nie jest Pani na czczo! – marudziła.
Ja: - Przeciwnie. A kiedy to „cięcie”?
B: - Za czterdzieści minut sala operacyjna ma być gotowa! A jeszcze trzeba kroplówki podłączyć!
Ale… Jak to? Już? Spanikowałam.

Zadzwoniłam najpierw do zaprzyjaźnionej Położnej.
Ja: - Musi Pani przyjechać. Grzebolog chce mnie rozwiązać. Cięciem. Ja się bez Pani nie zgadzam. Bardzo proszę. Może Pani przyjechać? – przestraszony głos i błagalny ton miały ją przekonać.
A: - Dobrze. Zaraz będę.
Uff. Z tą świadomością poczułam się „zaopiekowana” i bezpieczna.
Kolejne rozmowy zawierały krótkie komunikaty.
Ja: - Przyjedź. Zabierz Córkę z Przedszkola. Będę zaraz rodzić. Cesarka. Tak. To już!!! Mamo. Sis.

Spakowałam półtoratygodniowy kierat. Naszykowałam pierwszy zestaw ubranek dla Synia. Usiadłam na łóżku… Rurka, łącząca moją rękę z workiem na stojaku, pompowała kropla po kropli nadzieję. Nie, teraz płynęła pewność. Kap, kap.

Grzebolog przyszedł po mnie osobiście.
G: - Wózkiem chcesz jechać?
Ja: - Ale dokąd? – zapytałam, bo mnie to wszystko zupełnie ogłupiło.
G: - Na dół. Idziemy!
Podniosłam się. I chociaż nie mogłam doczekać się tej chwili, opóźniałam jej nadejście.
Ja: - A Położna? Bez Niej nie rodzę.
G: - Jest już w sali.

Zjechaliśmy windą jedno piętro. Przepuścił mnie w drzwiach i wprowadził przez kolejne.
Uderzyło mnie ostre światło. I wrażenie, że jestem w jakimś warsztacie? Albo serwerowni?
Rozpoznałam Położną mimo maseczki i niebieskiego „wdzianka”.
A: - Rozbierz się.
Ja: - Tu? Przy wszystkich? – bo jakoś tłumnie zaczęło się robić.
A: - Tak. Szybciutko.
Ja: - A co mam zrobić z telefonem? – ot, problem.
A: - Połóż na oknie.
Zrzuciłam ulubiony szlafrok i usiadłam na czymś, co kojarzyło mi się z blatem w kuchni restauracyjnej.
Kolejne osoby witały mnie i przedstawiały się, informując, jaką rolę odegrają w spektaklu. „Jestem anestezjologiem”, „jestem neonatologiem”, „jestem…”.
Na cholerę was tu tyle??? – pomyślałam.
A: - Dobrze. Zmienię kroplówkę i podłączę monitor.
Leżałam spokojnie, ale wydawało mi się, że jestem obok.
Synio spokorniał w tych ostatnich chwilach. Zaprzestał wierzgania. Ucichł.

A: - Ojej. Mówiłam, żebyś się rozebrała. – nagle, choć już po oklejeniu i orurkowaniu mojego ciała zauważyła, że nie zdjęłam koszulki. Żółtego T-shirta z logo firmy energetycznej (jego pracodawcy). – Trzeba rozciąć! Nożyczki?
Ja: - Nie ma mowy. Zostaję w koszulce. A już z pewnością nie będziecie jej niszczyć. Ooo, NIE! – załączyła mi się niespodziewanie histeria. Walka o słoneczny bawełniany kawałek szmatki.
G: - Szkoda z Nią dyskutować. – poinformował zebranych Doktor, który właśnie wszedł. – Uparta Baba. Trudno. Zaczynamy.
Pamiętam Synku, że wtedy – jakby w proteście poczułam Twoje ostatnie kopnięcie od wewnątrz. Broniłeś się?
Zagadywali mnie o wakacje, o Twoje imię…
Szarpnięcie. Bolesne. Jeszcze jedno.
G: - Chodź, Maleńki. – łagodność tych słów u wielkiego miśka aż mnie otrzeźwiła.
Ja: - Co się dzieje?
G: - Spokojnie. Już. Zaraz. - urywane słowa słyszałam zza czegoś, co było jakby parawanem, dzielącym mnie na część skanowaną i pompowaną oraz część rodzącą.
G: - Jest! Godzina dwunasta dziesięć. Syn. Żywy. Proszę zanotować. Dziękuję Państwu. Gratuluję…
Pocałował mnie w czoło i dotknął dłonią mojego policzka.
A z prawej strony Położna położyła Ciebie, Synku mój.

Najlepsze życzenia Dwulatku

Mamasama

DSC01343

Po zabawne historie o tych, którzy się na świat nie pchali - czyli moich Dzieciorkach niesamowitych - gorąco zapraszam na fanpage www.facebook.com/mamasamacompl

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Informacje zawarte na tej stronie nie mają charakteru medycznego.

Jeśli masz jakieś wątpliwości związane ze swoją ciążą lub porodem, skontaktuj się ze swoim lekarzem lub położną.