You certainly have my blessing in starting your own blog/FB page :)

Take care, January Mrs BWF (założycielka birthwithoutfearblog.com)

Poród z zaskoczenia czyli jak Kacperek przyszedł na świat

A więc to było tak: Termin miałam na 25 lipca.

Mąż pracował w nocy z piątku na sobotę. Odwiózł mnie na noc do rodziców, nie chciał, żebym była sama jakby co:) choć do terminu było jeszcze 11 dni.

Rano w sobotę (14 lipca) przyjechał po mnie, bo byliśmy umówieni na ktg na 10:00. Pod prysznicem przed wyjściem zauważyłam, że coś się delikatnie ze mnie sączy, więc przed badaniem powiedziałam o tym położnej, która stwierdziła, że w takim razie zbada mnie przed ktg. Dodam, że trafiłam akurat na znajomą położną, moją sąsiadkę, co mnie bardzo ucieszyło.


Po badaniu położna miała dość dziwną minę i pyta mnie: Ewa a ty nic nie czujesz? Ja mówię, że nie, ale o co chodzi, coś nie tak? A ona: masz 5 cm rozwarcia! nie masz żadnych skurczy? Niech cię jeszcze lekarz zbada, żeby potwierdzić. Po wyjściu z gabinetu, pokazuję mężowi na palcach 5, a on na to: ale co 5?? za pięć dni rodzimy?? Ja odpowiadam : nie, 5 cm, teraz rodzimy! :)

I udaliśmy się od razu na salę porodową, byłam w lekkim szoku, że to już! Mój mąż jeszcze bardziej się zdziwił, jak dowiedział się jakie atrakcje na niego czekają po całej nocy w pracy :)

Okazało się, że mój lekarz, też akurat był na dyżurze:)
Przyszedł od razu na salę i potwierdził słowa położnej.

Ktg na początku pokazywało bardzo znikome skurcze, potem coraz mocniejsze, i tak z 5 cm, zrobiło się dość szybko 7 cm.. skurcze były takie hmmm.. wyczuwalne, ale niezbyt bolesne, do zniesienia:) położna pytała parę razy czy chcę znieczulenie, ale nie chciałam, bo nie bolało bardzo. W między czasie odeszły mi wody.

Lekarz żartował, że ja udaję, że rodzę, skoro nic nie boli:) A położna, że kolejne dziecko zgubię idąc ulicą:) Ogólnie było wesoło, jak nie byłam podłączona do ktg, położna wyszła na chwilę i lekarz też, to włączyliśmy sobie z mężem muzyczkę i nawet jakiś wolny taniec zatańczyliśmy sobie hehe:)

Jak było ok 8 cm położna ponownie mnie zbadała, dodam, że badanie było dość bolesne i powiedziała, że prawdopodobnie dzidziuś się przekręcił i muszę poskakać na piłce i dużo chodzić, aby wrócił do prawidłowej pozycji. Zrobiłam tak jak mówiła, starałam się jak mogłam, skakałam, chodziłam, wtedy już tak troszkę bolało, ale nie aż tak bardzo , do wytrzymania wciąż. Bardzo pomagała mi obecność męża, który trzymał mnie za rękę podczas skurczy, a raczej ja go za nią ściskałam:) podawał wodę i przypominał o oddechu.

Ponowne badanie przez położną i lekarza, 10cm rozwarcia, dzidziuś niestety przekręcił się niekorzystnie, główką zablokował się o spojenie łonowe, mówili, że przekręcił się brzuszkiem do góry i główka utknęła swoim największym wymiarem. Zaczęło też spadać trochę tętno maleństwa i lekarz podjął szybko decyzję o cięciu.

Błyskawicznie zabrali mnie na salę operacyjną i prawdę mówiąc może po kilku minutach usłyszałam najpiękniejszy krzyk w moim życiu i o 14:15 Kacperek był już z nami:)

Popłynęły mi łzy szczęścia:)
Mąż był na zewnątrz, ale mówił, że jak usłyszał płacz Kacperka również łza w oku mu się zakręciła, a ja myślę, że niejedna popłynęła;)

Tak bardzo chciałam urodzić naturalnie i bez znieczulenia, ale cieszę się, że szybko wykonali cięcie, bo okazało się, że Kacperek miał też pępowinę owiniętą wokół szyjki.
Tak więc można powiedzieć, że przeżyłam "podwójny" poród, zaczęło się naturalnie a skończyło cesarką:) I mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że to cudowne przeżycie.

Nasz synuś skończył już 2 latka, a teraz we 3 czekamy na kolejne maleństwo, które przyjścia na świat spodziewamy się w marcu.

Ewa  

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Informacje zawarte na tej stronie nie mają charakteru medycznego.

Jeśli masz jakieś wątpliwości związane ze swoją ciążą lub porodem, skontaktuj się ze swoim lekarzem lub położną.