You certainly have my blessing in starting your own blog/FB page :)

Take care, January Mrs BWF (założycielka birthwithoutfearblog.com)

Tosia

Długo myślałam i układałam sobie w głowie, jak opisać ten moment mojego życia. Właściwie to naszego życia, mojego i męża. Tosia to moje drugie (pierwszym jest mąż) ogromne szczęście, jakie mnie spotkało.

Ania tak pięknie opisała przyjście pana Michała na świat i ja też tak chciałam. Tylko nie umiałam. O szczęściu myśli się łatwiej, żeby je opisać tak pięknie jak się o nim myśli, jest już trudniej.

Zdecydowałam się, a może dojrzałam do tego, żeby podzielić z innymi tym ważnym momentem. Chciałabym też, żeby za kilkanaście lat Tosia mogła o tym przeczytać, bo moja pamięć jest ulotna. O narodzinach Tosi piszę ja, autoryzuje mój mąż, bo był w tym momencie ze mną. Tosia to także jego ogromne szczęście.


Zanim opowiem o samym porodzie...
Chodziliśmy do szkoły rodzenia - Tosia to nasze pierwsze dziecko, więc informacje były niezbędne.

Tosia urodziła się w Białymstoku w klinice, 2 stycznia 2013 roku o 17:45, naturalnie z lekkim wspomaganiem. Dostała 10 punktów Apgar, ważyła 3090g i miała 53cm.

„Odtańcowała” sylwestra w moim brzuchu. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy widziałam jak mój brzuch a właściwie Tosia w moim brzuchu, przemieszcza się w taki sposób, że była chwilę po lewej a za chwilę po prawej stronie. Teraz wiem, że przygotowywała się do przyjścia na świat. Bóle porodowe zaczęłam odczuwać 1 stycznia po 22, budziłam się co godzinę na wizytę w toalecie i nie mogłam zasnąć. Kąpiel a właściwie prysznic nie osłabiły bólu a jedynie nasiliły go tak, że o 3 w nocy bóle były już regularne co 10 - 12 minut. Zgodnie z informacjami ze szkoły rodzenia wiedziałam, że poród się zbliża.

W klinice byliśmy o 5 rano jednak mimo regularności bóle nie były wystarczająco mocne do rozpoczęcia akcji porodowej. Położna odesłała nas do domu i mieliśmy wrócić o 8 rano, żeby ponowić badanie KTG. Do 8 nic się nie zmieniło i znowu wróciłam do domu. Tym razem miałam wrócić jak skurcze będą co 5 minut. Z perspektywy czasu, bardzo się cieszę, że najtrudniejszy i najdłuższy okres przed samym porodem mogłam spędzić w domu. Czułam się swobodniej niż nawet w najlepszej klinice. Odesłałam męża do pracy, zapewniając, że jak już nie będę mogła wytrzymać, to dam znać. Od 8 do 10 skurcze były regularne co 10 minut o podobnym nasileniu jak o 3 w nocy. Udało mi się nawet między nimi zdrzemnąć. Po 10 skurcze były silniejsze jednak nadal co 10 minut. Od godziny 12 skurcze pojawiały się częściej i były już silne. Wytrzymałam aż do 14, dłużej nie dałam rady.

W klinice byliśmy około 15.30. Pani ginekolog stwierdziła rozwarcie i nisko ułożoną główkę. Chwilę potem byliśmy na sali porodowej. Ja i mój mąż. Bardzo chciał być przy porodzie. Ja chyba też tego chciałam. Co i w jakiej kolejności było potem nie pamiętam. Wiem, że otrzymałam dużo druków do podpisania, wiem, że podłączyli mnie pod kroplówkę, wiem, że bardzo bolało, tak bardzo, że trudno to nawet opisać. Wiem, że nogi mi się trzęsły jak nigdy dotąd. Dobrze, że mój mąż pamięta, stąd i ja pamiętam dalsze wydarzenia.

????
Na sali porodowej odwiedził nas dyżurny pediatra. Wychodząc mówił do zobaczenia za kilka godzin. Nie spodziewał się takiego przebiegu sprawy oraz tego, że wróci w przeciągu godziny. Lekarz prowadzący też nas odwiedził. Podczas porodu powiedział mężowi, żeby przyuczał się do odbierania porodu, bo kolejny będzie odbierał sam (nie zdąży dowieźć do kliniki), tak szybko to wszystko przebiegło.

Na sali porodowej położna stwierdziła rozwarcie 3 cm. Po około 5 minutach przyszła kolejna położna i stwierdziła rozwarcie już 8cm. Leżałam na plecach, potem trochę na boku. W pozycji klęczącej było mi bardzo niewygodnie i niekomfortowo. Wiedziałam że dla Tosi to ważne żeby ona sama mogła wygodnie się ułożyć, więc wytrzymałam. Nie wiem ile czasu to trwało, za to jak już położyłam się znowu na plecy to po dosłownie 2 parciach Tosia była z nami.

Prosiłam położną, obiecując jednoczesną współpracę i posłuszeństwo ;), żeby nie nacinać krocza, jeżeli to tylko będzie możliwe. Udało się bez nacinania.

Leżała na moim brzuchu i miała takie długie pazury na dłoniach. To pamiętam bardzo dobrze, bo nie myślałam, że noworodek może mieć aż takie długie pazurki.

Paulina  

Tosia - 4 dni po porodzie:

Tosia4dni

Tosia - 4 dni przed drugimi urodzinami:

Tosia2lata

 

Komentarze  

 
0 # Dorota 2015-05-22 16:19
Piękna córcia!!! Gratuluję!!!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Informacje zawarte na tej stronie nie mają charakteru medycznego.

Jeśli masz jakieś wątpliwości związane ze swoją ciążą lub porodem, skontaktuj się ze swoim lekarzem lub położną.