You certainly have my blessing in starting your own blog/FB page :)

Take care, January Mrs BWF (założycielka birthwithoutfearblog.com)

Magia świąt i lotosowy poród na wyspie

To był mój pierwszy poród, moje pierwsze dziecko. Wyliczona data przypadała na Boże Narodzenie co od samego początku dawało nam poczucie snującej się wokół magii i wyjątkowej atmosfery. O tym że jesteśmy w ciąży dowiedzieliśmy się w trakcie podróży po Islandii. Mimo braku stałego miejsca zamieszkania czuliśmy się w pełni gotowi na to żeby zostać rodzicami. Od razu wiedzieliśmy, że chcemy aby poród był lotosowy (placenta zostaje z dzieckiem dopóki pępowina sama nie odpadnie) mimo iż wtedy za dużo na ten temat jeszcze nie wiedzieliśmy. Marzyliśmy o porodzie w domowych warunkach, najchętniej w wodzie. Nie byliśmy do końca pewni, w którym kraju miałby się ten poród wydarzyć. Po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw zdecydowaliśmy się zostać dłużej na wyspie.

W tym roku, stowarzyszenie położnicze na Islandii będzie obchodzić setną rocznicę założenia. To właśnie położne prowadzą tu kobietę przez całą ciąże, odbierają poród i oczywiście troszczą się o nią też po porodzie. Realia tutaj są zupełnie różne od tych dobrze nam znanych z Polski. Jedyne badania, które przechodziłam, to były badania krwi i moczu. Poza tym co miesięczna wizyta u położnej, mierzenie wagi, ciśnienia, potem słuchanie bicia serca dziecka i mierzony brzuszek. Wspólnie z moim partnerem Mateuszem podjęliśmy decyzje o nie robieniu badania USG w pierwszych miesiącach ciąży. Nie znaliśmy więc płci dziecka. Na Islandii wizyta u ginekologa zdarza się tylko jeśli ciąża przebiega nie prawidłowo. Ja takiej wizyty nie miałam. Poza brakiem okresu, od samego początku ciąża przebiegała bez objawowo, wszystko było idealnie.

Udało nam się znaleźć cudowną położną zajmująca się porodami domowymi, która zgodziła się przyjąć poród lotosowy w mieszkaniu, które wynajęliśmy. Nie miała ona wcześniej okazji przyjmowania takiego porodu, jednak swoją pracę magisterską pisała o „roli placenty” i temat ten bardzo ją interesował. Na Islandii porody lotosowe nie są raczej znane, poród w szpitalu z góry przekreślałby możliwość takiego porodu.

Przez 9 miesięcy przygotowywaliśmy się na ten wyjątkowy dzień. Poznaliśmy na wyspie Doule Paulinę, która do nas dołączyła. Czytaliśmy książki, artykuły, portale, oglądaliśmy filmy i filmiki, afirmowaliśmy, dużo rozmawialiśmy i coraz bardziej widzieliśmy oczami wyobraźni jak nasz poród będzie wyglądał. Zbliżały się Święta. 23 grudnia rano poczułam pierwsze powtarzające się skurcze. Sama do końca nie byłam pewna czy „to jest to”. Bardziej wróciło do mnie wspomnienie uczucia zbliżającej się miesiączki. Jednak po kilku godzinach czułam, że to już się może zaczynać. Daliśmy znać douli i położnej. Wszystko na spokojnie. Skurcze minęły ok 12-14 godziny, wtedy po prostu usnęłam i do końca dnia nic już nie wróciło. W Wigilię ok 4 rano obudził mnie powrót znajomych już przypływów. Nagle poczułam wzbierający się we mnie „pęcherzyk” albo „bąbelek”, po chwili pęknięcie i coś mokrego. Wtedy uświadomiłam sobie, że odchodzą mi wody. Obudziłam mojego partnera, który mi nie dowierzał, bo przecież tak się dzieje tylko na filmach. Jednak po chwili, kiedy wody sączyły się kolejny raz, mój chłopak też uświadomił sobie, że to się dzieje naprawdę. Przypływy trwały, wody sączyły się po mału. Nadeszła biegunka, czułam, że ciało przygotowuje się do porodu. Poinformowaliśmy położną i doule. Paulina przyjechała pierwsza i od rana była ze mną już cały czas. Położna przyjechała ok 8 rano, zbadała mnie i stwierdziła 2 cm rozwarcia. Wiedzieliśmy, że się zaczęło, ale to dopiero początek. Byliśmy świetnie przygotowani. Ja z Pauliną w ferworze kolejnych przypływów, Mateusz przygotowujący basen, świeczki, olejki eteryczne, muzykę i wszystko co zaplanowaliśmy na ten dzień. Zapowiadało się pięknie. Dzięki afirmacjom do porodów hipnotycznych łatwiej było mi się poddawać kolejnym przypływom, które w regularnych odstępach czasu przychodziły i po około minucie odchodziły. Późnym popołudniem postanowiłam wejść do basenu, woda pomogła mi się zrelaksować i trochę ulżyła przy skurczach. Ten dzień wydawał się bardzo długi, Paulina proponowała mi poćwiczyć na piłce, pójść na spacer, skorzystać z chusty… miała dużo pomysłów i była naprawdę dobrze przygotowana. Zabrakło jedynie mojej chęci i otwarcia się na wypróbowanie jej propozycji. Coś we mnie nie chciało zmian. Jak stanęłam to już chciałam tylko stać, a jak siadłam to siedzieć i siedzieć, w basenie zaczęło mnie nużyć. I tak mijały godziny. Wieczorem przyjechała położna i stwierdziła 4-5 cm rozwarcia. Bardzo długo to trwało. Minęło już jakieś 15 godzin i tylko 4-5 cm. Kolejne przypływy już tylko odbierały mi siły. Przed północą położna zbadała mnie kolejny raz i stwierdziła, że główka dziecka nie jest prawidłowo ułożona. Zaleciła mi ćwiczenia, żeby pomóc maleństwu ustawić ją prawidłowo. Tylko, że ja już nie miałam sił. Położna poprosiła Mateusza na stronę i zasugerowała wyjazd do szpitala. Stwierdziła, że jestem bardzo zmęczona a powinnam mieć siły na ostatni etap porodu. Dlatego zasugerowała szpital, znieczulenie i drzemkę. Hm. Szpital. Oczywiście mieliśmy w tyle głowy, że jeśli coś będzie się działo, co wymaga pomocy lekarzy, to pojedziemy do szpitala. Mi jednak nic nie było poza zwykłym zmęczeniem fizycznym. Postanowiłam jednak zapytać się dziecka gdzie chce się urodzić, czy w domu czy w szpitalu. Od razu dostałam intuicyjną wiadomość, że dla dziecka nie ma to znaczenia czy urodzi się w domu czy w szpitalu. Byłam zdziwiona, bo przecież zależało nam na lotosowym porodzie, ale postanowiłam zaufać intuicji i osobom, które przy mnie były. Zarówno położnej jak i Paulinie bardzo ufałam. Cały dzień czułam ich opiekę i troskę. Czułam się komfortowo i bezpiecznie. Razem z Mateuszem stworzyli wspaniale uzupełniającą się wspierającą mnie grupę ludzi. Niczego więcej nie potrzebowałam.

Więc pojechaliśmy do szpitala. Na miejscu podłączono mnie do badania KTG oraz zbadała mnie położna ze szpitala. Okazało się, że w niecałą godzinę akcja mocno przyspieszyła i mam już 7-8 cm rozwarcia. Samo wyjście z domu, trochę ruchu tak bardzo pomogło (ech, gdybym tylko wcześniej posłuchała Pauliny ). Tak jak się spodziewaliśmy położna ze szpitala powiedziała że „nie może nam obiecać porodu lotosowego” ponieważ przepisy w szpitalu są jakie są. Z drugiej strony nie powiedziała też że nie ma na to żadnych szans. Więc jakieś światełko na końcu tunelu się zapaliło  Stwierdziła że jeśli chcemy tak urodzić, to lepiej żebyśmy wrócili do domu. Decyzję podjęliśmy momentalnie.

Po przyjeździe do domu czuliśmy, że to już musi się niedługo wydarzyć. Chwilkę się pokręciłam i weszłam do basenu. Przyjechała druga położna, a akcja znowu zaczęła spowalniać… Minęła doba odkąd odeszły mi wody, wszyscy byliśmy już zmęczeni. Podjęliśmy decyzje o powrocie do szpitala. Tam przyjęła nas inna położna, która okazała się bardziej otwarta i była chętna, żeby pomóc nam urodzić lotosowo. Podano mi Epidural, żebym mogła usnąć i się zregenerować. Po dwóch godzinach drzemki wróciła położna i wypytała nas o powody, dla których chcemy rodzić w taki sposób. Zależało jej, żeby poznać jak najwięcej szczegółów, żeby móc przekonać do naszej decyzji inne osoby w szpitalu. Najbardziej ucieszył ją fakt, że w Polsce są już dwa szpitale, w których odbierane są porody lotosowe. Usnęłam na kolejne dwie godziny, około południa obudziłam się, a położna powiedziała, że wszystko wygląda obiecująco. Ucieszyliśmy się a ja nabrałam więcej wiary w niemożliwe. Po badaniu okazało się, że wciąż mamy 8-9 cm. Niestety zbliżał się koniec zmiany i nie udało nam się osiągnąć 10 cm. Prowadzenie porodu przejęła kolejna położna. Na szczęście ona również została uprzedzona o naszej prośbie i też postanowiła nam pomóc. Doświadczona całą poprzednią dobą, teraz miałam ochotę robić wszystko. Chodzić, tańczyć, siedzieć na piłce, wszystko na zmianę, jak najwięcej ruchu  Niestety wszystko i tak posuwało się powoli i dopiero około godziny 18 mieliśmy upragnione 10 cm. Wtedy pozostało już tylko „przeć” i pomóc maleństwu przyjść na świat. Niestety nie czułam w pełni skurczy będąc pod znieczuleniem. W ich rozpoznaniu pomagał mi Mateusz który przez cały czas monitorował aparaturę. Po prawie 3 godzinach, zmianach pozycji, donośnym i raczej nie melodyjnym „Aaaaa” w końcu zobaczyliśmy główkę naszego dziecka. Po tym jak jej dotknęłam, to był już moment. Trzy kolejne skurcze i maleństwo przyszło na świat. Mateusz sprawdził płeć dziecka i oznajmił nam wszystkim, że mamy córeczkę  Wzięłam Aurorkę w ramiona, to był piękny moment pełen wzruszenia, wdzięczności i radości. Zostało nam już tylko urodzić łożysko. Z tego co się wcześniej dowiadywałam, placenta wychodzi zazwyczaj ok 15-45 minut po porodzie. U mnie jednak było inaczej. Po 40stogodzinnym porodzie łożysko też potrzebowało czasu. Kiedy minęła godzina, położna powiedziała, że musimy wezwać lekarza i wyciągnąć łożysko. Takie są procedury szpitalne. Przyszła lekarka która opisała na czym będzie polegał „zabieg”. Miał on się odbyć w innej sali gdzie nie mogliśmy zabrać dziecka, co oznaczało odcięcie pępowiny. Poczułam się kompletnie bezsilna. Zaczęłam płakać i przepraszać dziecko, że nie udało nam się urodzić, tak jak tego chcieliśmy. Łzy i smarkanie działały na mnie chyba trochę podobnie jak „parcie”. Lekarka i położna naciskały na mój brzuch. Zdecydowały dać nam jednak jeszcze trochę czasu i szansę na urodzenie łożyska. Zaczęłam przeć. I tak po kolejnej godzinie urodziłam placentę mojego dziecka!

Kolejny raz się bardzo wzruszyłam. Byłam wdzięczna za każdą osobę, która nam pomogła. Byłam szczęśliwa, że udało nam się urodzić tak jak tego chcieliśmy, mimo zupełnie odmiennego scenariusza, niż ten przez nas założony. Poczułam magię Świąt i wiarę w niemożliwe, w to, że jeśli w coś bardzo wierzymy i tego naprawdę pragniemy, to wszystko wokół zacznie nam pomagać, żeby to osiągnąć., nawet jeśli wydaje się, że okoliczności mogą być nie sprzyjające. Teraz wiem, że należy po prostu zaufać sobie i życiu i pozwolić, żeby wszystko wydarzało się tak jak ma się wydarzać. Po prostu podążać za tym co przynoszą nam kolejne chwile i wierzyć, że wszystko ma swój głębszy sens i zależy nie tylko od nas i że to jest naprawdę okej. Dlatego poddaję się z ufnością każdej kolejnej chwili, którą dzielimy już we troje. Tak samo jak we troje byliśmy razem w trakcie całego porodu, a nawet we czworo. Uważam, że ogromnej mocy dodaje wsparcie bliskich osób. To może być partner, rodzina, doula, przyjaciele. Jeśli pozwolimy innym o nas zadbać, stwarzamy przestrzeń pełną bezpieczeństwa i komfortu, w której wszystko może się po prostu zadziewać.

Po 24 godzinach od porodu opuściliśmy szpital. W domu byliśmy późnym wieczorem 26go grudnia. I tak zakończyliśmy nasze Święta. Pępowina odeszła 4tego dnia. Aura od pierwszej doby pięknie jadła i przybierała na wadze. Dzisiaj ma 3,5 tygodnia. Jest pogodna, uśmiechnięta i spokojna, aczkolwiek widać też, że jest raczej mocno zdecydowana i wie czego chce  Życzę Wam wszystkim ufności i pięknych doświadczeń porodowych zgodnie z Waszą wolą!

Jeśli ktoś jest zainteresowany porodem lotosowym, chętnie prywatnie opowiem więcej na ten temat. Uściski!

Monika

 Aurora

Komentarze  

 
0 # Austinjems 2019-05-28 01:40
Buy Generic Plavix India viagra Can I Purchase Free Shipping Levaquin 750mg
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
0 # Austinjems 2019-06-10 13:49
Aloevera Amoxicillin And Urinary Tract Infections viagra Propecia Posologia Sin Domperidone For Sale Cialis 10 Mg Costo
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
0 # Austinjems 2019-06-28 17:46
Cialis Pas Chere viagra online pharmacy Major Route Of Metabolism Of Amoxicillin Meilleur Prix Cialis Generique
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
0 # Austinjems 2019-07-15 09:15
Acquistare Viagra In Sicurezza cheapest cialis 20mg Cialis Farmacias Online Keflex Sun Kamagra Vente Libre Etats Unis
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
0 # BestJoshua 2019-09-16 11:52
I have noticed you don't monetize pieknyporod.pl,
don't waste your traffic, you can earn additional cash every month with new monetization method.
This is the best adsense alternative for any type of website (they approve all websites), for more info simply search
in gooogle: murgrabia's tools
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
0 # BestMadge 2019-09-17 11:21
I see you don't monetize pieknyporod.pl, don't waste your traffic, you can earn extra cash every month with new monetization method.
This is the best adsense alternative for any type of website (they approve all sites), for more info simply search in gooogle: murgrabia's tools
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Informacje zawarte na tej stronie nie mają charakteru medycznego.

Jeśli masz jakieś wątpliwości związane ze swoją ciążą lub porodem, skontaktuj się ze swoim lekarzem lub położną.