You certainly have my blessing in starting your own blog/FB page :)

Take care, January Mrs BWF (założycielka birthwithoutfearblog.com)

Jak rodziło się nasze dziecko

Od narodzin naszej córci minęło 12 miesięcy ... Bycie mamą było moim największym marzeniem, jednak w końcówce ciąży zaczęłam mieć lęk czy po porodzie pokocham moje maleństwo.

Samego porodu od początku nie bałam się i mimo tego że była to moja pierwsza ciąża byłam spokojna i opanowana, nie bałam się i bez zniecierpliwienia czekałam na poród, nie słuchałam strasznych opowieści moich koleżanek, nie oglądałam filmów o porodach, wiedziałam że u mnie będzie inaczej !!!



Studiuję arteterapię na ostatnich zajęciach, na tydzień przed porodem, prowadzący poprosił abyśmy namalowały drzewo którym jesteśmy , namalowałam kwitnącą magnolię , wszyscy dziwili się czemu, w ciąży czułam się kwitnąco, teraz czułam że za kilka dni moje kwiaty opadną i czeka mnie nieznane ... teraz wiem że te lęki były niepotrzebne. 

Przesyłam Wam pamiętnik porodowy napisany przeze mnie i mojego męża.
Tylko tak w ramach zakończenia chciałabym napisać, że obawiałam się że nie pokocham mojego maleństwa, a miłość do naszego dziecka spłynęła na mnie od pierwszego spojrzenia i pierwszych dźwięków jakie z siebie wydała. Bycie mamą to najwspanialsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała.

13 luty 2012 ? marzyłam by urodzić właśnie 13, zawsze uważaliśmy trzynastki za szczęśliwe daty, nawet ślub wzięliśmy 13.09. Ponadto mój kochany mąż wziął tydzień wolnego i wiedziałam, że muszę urodzić teraz? w końcu było już 5 dni po terminie.

7:00 - obudziłam się dziś wcześnie, przeczytałam sms od przyjaciółki . Miała sen , że urodziłam? Odpisuję, że niestety nic się nie dzieje. Siedzę na krześle w łazience i składam w słowa myśli . Nagle coś przeszywa mój brzuch ? To chyba skurcz. Od kilku dni całe moje życie kręci się wokół wyczuwania skurczy , spacerowania, chodzenia po schodach i jeżdżenia na kontrolne ktg. Rozbieram się , myję twarz, zęby. Znów to samo dziwne uczucie. Ubieram się , poprawiam potargane włosy. Wychodzę z łazienki i idę napić się wody , zaglądam do pokoju mojej mamy, siadam na łóżku, czuję to ponownie. Zaczynam zerkać nerwowo na zegarek? To coś, to chyba jednak skurcze i to co 10 minut. Poszłam z psem na spacer, kupiłam ciepłe pieczywo, zrobiłam dobre śniadanie. Budzę Piotrusia: - Kochanie chyba zaczęłam rodzić? ale jak chcesz możesz jeszcze pospać? Nie posłuchał, zerwał się na równe nogi. Jemy śniadanie, biorę kąpiel, myję i suszę moje loki, robię delikatny make-up, w końcu nie chcę by moja córka wystraszyła się na mój widok :). Skurcze są już co 7 minut.

9.30 - dzwonię do mojej ukochanej cioci położnej, umawiamy się, że za godzinę będziemy u niej. Chodzę po mieszkaniu, oddycham, kołyszę się oparta o stół. Piotruś dopija kawę. Jedziemy.

11.00 - bez problemu weszłam na III piętro, napiłam się herbaty, zjadłam jeszcze moją ulubioną szarlotkę. Ciocia bada mnie, mamy dwa palce rozwarcia? -Małgosia , o matko, rodzimy dzisiaj !!! - informuje z uśmiechem (chyba do końca nie wierzyła w to moje rodzenie dopóki sama nie sprawdziła :) ). Zdecydowaliśmy się rodzić w zwykłym wojewódzkim szpitalu , choć moim marzeniem było rodzić w domu z ciocią, powiedziała mi jednak, że nigdy nie podejmie się odebrać porodu w domu.

13.00 - wchodzę na porodówkę. Kontrolne ktg, badanie, lewatywa (myślałam, że będzie gorzej). Czekam, aż w końcu przyjdzie Piotruś. Położna , p. Małgosia, informuje nas, że idziemy na salę porodów rodzinnych, potem wrócimy na ogólną. Kołyszemy się na piłce. Spacerujemy - Piotruś chodzi za mną krok w krok. Tańczę przy łóżku niczym Shakira. Skurcze są coraz częstsze i boleśniejsze, cały czas mam szeroki uśmiech na twarzy. Odwiedza nas moja ciocia i p. Krysia( prowadziła nas w szkole rodzenia) , rozmawiamy, żartujemy, Panie twierdzą, że jeszcze nie widziały rodzącej ze skurczami co 4 min w tak dobrym humorze? pochlebia mi to bardzo i miło łechcze moje ego. Cała ciążę powtarzałam sobie, że nie mogę przynieść wstydu cioci.

16.00  - wracamy na salę ogólną, mamy dopiero trzy palce rozwarcia ? Zakładają mi ktg i podłączają kroplówkę z oksytocyną. Położna mówi mi, że koło 21:00 urodzę. Po 40 minutach wracam na piłkę, znów tańczę , kołyszę się, ból zaczyna mi coraz bardziej doskwierać. Piotruś podaje mi wodę , zaczynamy masaż pleców i przeciwucisk. Moje ciało zaczyna działać coraz bardziej instynktownie, zginam się i prężę.

18.00 ? czuję jakby pękł we mnie balonik, zaczynają odpływać wody? Kładę się na łóżko, leżę na boku, patrzę w oczy Piotrka , całuje mnie w czoło, czuję się bezpieczna i wyluzowana. Nie boję się niczego, mam absolutną pewność, że wszystko będzie dobrze. Mam w sobie moc i siłę. Ból staje się nie do zniesienia, rozrywa mnie i moją duszę na kawałki, zagłusza rzeczywistość, zaczynam odpływać w niebyt . Oddechy przeponowe zamieniam na mruczenie i ciche pojękiwanie. Ściskam Piotrusia za ręce, każdy skurcz przeżywa razem ze mną. Ciocia gładzi mnie po głowie i przypomina żebym jeszcze nie parła ? okazuje się to bardzo trudne, bo skurcze unoszą moje ciało do góry. Ból poraża coraz bardziej , nie daje już czasu odpocząć, na łóżku prężę się jak dzikie zwierze walczące o ostatnie tchnienie, otwierając oczy zastanawiam się gdzie jestem. Widzę zegar, który wskazuje 18.45 ? do finału zostały podobno jeszcze 2 godziny. Ciocia mówi mi, że kończy się zmiana i zaraz druga położna mnie zbada?

19.00 - pomagają przewrócić mi się na plecy, nowa położna, p. Grażynka krzyczy : - O Boże!!! Mamy pełne rozwarcie! Tylko nie przyj !!! Zastanawiam się jak mam powstrzymać naturę, która próbuje wydostać moje dziecko na świat.. jest to bardzo trudne?. Dostaję przypływu sił, przeszłam w końcu kryzys 7 cm!!! Teraz to ja mogę już wszystko! Zaczyna się szum, ktoś rozkręca łóżko, ktoś poprawia mi nogi , ciocia przeskakując nade mną przykręca kroplówkę, aby zatrzymać akcję porodową, Piotruś trzyma oparcie łóżka (jak na złość popsuło się :) ), położna krzyczy do mnie ? Małgosia zaraz będzie po wszystkim!!! Ciocia łapie mnie za rękę, Piotruś za drugą, krzyczą do mnie jak mam przeć. Łapię oddech i już jest główka , następny i jeszcze jeden?

19.15 - jest , kładą mi na brzuchu małą, naszą najcenniejszą kruszynkę, łzy zasłoniły mi oczy. Piotruś przecina pępowinę. Zabierają ją ? Dlaczego tak szybko ? Nawet nie drgnęłam, gdy wstrzyknęli mi znieczulenie, szyją mnie, a ja nasłuchuję płaczu naszego maleństwa. Widzę ją w końcu sali porodowej w kąciku z tatusiem. Trzęsę się z wysiłku. Nic co było wcześniej nie ma już znaczenia. Teraz jest tylko Ona? Waga 2910, 52 cm długości, Apgar 10? Znów jest z nami ? Ssie pierś , maleńka, idealna, najpiękniejsza ? Marianna.  

 

 

 

Komentarze  

 
+2 # Martyna 2013-02-23 16:28
Naprawdę wzruszająca historia, a jak pięknie piszesz o swoim mężu...
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
0 # Arleta 2013-02-28 01:54
Piękna historia. Ja też widziałam wszystko jakby za mgłą, ledwo, ledwo, trafiały do mnie tylko ważne informacje, nic się nie liczyło, jak tylko skupienie się na parciu. Cięzko jest nie przec, kiedy cały organizm wręcz Cię "wypycha", "zatyka". I najpiekniejsze uczucie.. córka przy piersi :) pierwsze spotkanie :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
0 # Adrianna 2013-02-28 23:50
OMG piekna historia :0 poplakalam sie jak bobr :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
+1 # Agata 2013-11-06 23:46
"budzę męża i mówię że może jeszcze pospać.." hhehe ;) ja będę bardziej łaskawsza dam mu pospać żeby był wypoczęty i miał siłę mnie wspierać!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Informacje zawarte na tej stronie nie mają charakteru medycznego.

Jeśli masz jakieś wątpliwości związane ze swoją ciążą lub porodem, skontaktuj się ze swoim lekarzem lub położną.